!
a wczoraj i przedwczoraj bylismy na nartach w SKI CENTER Donovaly,)
nog nie czuje, tzn nie wiem czemu sie tak mowi, bo tak naprawde potrafie rozpoznac kazdy pojedynczy miesien moich nog. uh. sniegu puch. 20 km za banska pada snieg i jest bialusienko. w banskiej juz nie ma sladu po sniegu.
w dodatku stoki sa nasniezane sztucznie, wiec jest naprawde fajnie. chociaz trasy takie sobie i niewiele. marcin wzial mnie oczywiscie na poczatek na zupelnie latwy wg stok- a dla mnie koszmar- kazdy z tych narciarzy i snowboardzistow jezdzil tam tak jakby chcial mnie zmiesc z powierzchni ziemi. ale jakos dojechalam cala do konca, chociaz inni zostali poturbowani- jakas pani we mnie wjechala (sama sobie winna) i stracila škličko w okularach. sorry batory- mimo poszukiwan w puchatym sniegu nie znalezlismy go.
no ale sa tez trasy na ktorych mi sie jezdzi przyjemnie zato marcin sie wywraca,p biedactwo, rowny teren to nie dla niego,)
a dzisiaj milismy jechac na jazde nocna, ale sie zastanawiamy razem z naszymi miesniami, zy tego chcemy.
a a jeszcze taka nowinka- skakalam z gorki,)zdjecia niedlugo,p
piątek, 25 stycznia 2008
poniedziałek, 7 stycznia 2008
voda drzi nad vodou..
a wczoraj o 20.18 byl jakis facet i chcial spisac wode, krzyczal, ze jest juz 6 stycznia i zebym go w puscila.zglupial chyba. podalam mu wode przez okno. w sensie literki z licznika spisalam i mu podyktowalam.
niedziela, 6 stycznia 2008
a 2 miesiace pozniej..
a 2 miesiace pozniej pada snieg.
od wczoraj wieczorem pruszy i pruszy, a dzis rano to juz naprawde zaczely padac wielkie platy sniegu i sie tak rozpedily,ze konca nie widac, a nic innego tez nie widac poza bezgraniczna biela. chodnikow nie ma, trzeba chodzic ulica.. co prawda troche pustkowie ta banska, no ale czasem trzeba przejsc jakos..tymczasem odsniezyli ulice zsypujac snieg z ulicy na chodnik. efekt- snieg po kolana. tak, ma jakis to urok. musze kupic buty czlowiea snieznego.
a dzisiaj w nocy o 5 nad ranem prawie w pidzamie ewakuowalam sie z mieszkania, gdy ze snu wyrwal mnie przerazliwy, rytmiczny pisk. niczym alarm, myslalam, ze cos sie pali. laptop, lodowka albo nie wiem co. i tak po omacku doszlam do radia, ktore niewiadomo dlaczego ma ustawiony budzik, ktory by zmarlego z grobu wyrwal. dobrze, ze wiecej sprzetu elektronicznego w mieszkaniu nie ma. napompowalam jeszce materac i spokojnie polozylam sie spac dalej.
a pozatym jestem sama i wiecej przygod nie bylo.
od wczoraj wieczorem pruszy i pruszy, a dzis rano to juz naprawde zaczely padac wielkie platy sniegu i sie tak rozpedily,ze konca nie widac, a nic innego tez nie widac poza bezgraniczna biela. chodnikow nie ma, trzeba chodzic ulica.. co prawda troche pustkowie ta banska, no ale czasem trzeba przejsc jakos..tymczasem odsniezyli ulice zsypujac snieg z ulicy na chodnik. efekt- snieg po kolana. tak, ma jakis to urok. musze kupic buty czlowiea snieznego.
a dzisiaj w nocy o 5 nad ranem prawie w pidzamie ewakuowalam sie z mieszkania, gdy ze snu wyrwal mnie przerazliwy, rytmiczny pisk. niczym alarm, myslalam, ze cos sie pali. laptop, lodowka albo nie wiem co. i tak po omacku doszlam do radia, ktore niewiadomo dlaczego ma ustawiony budzik, ktory by zmarlego z grobu wyrwal. dobrze, ze wiecej sprzetu elektronicznego w mieszkaniu nie ma. napompowalam jeszce materac i spokojnie polozylam sie spac dalej.
a pozatym jestem sama i wiecej przygod nie bylo.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)