Korzystajac z pieknej pogody postanowilem troche rozruszac kosci a przy okazji przygotowac sie do nieuchronnie zblizajacego sie Run Warsaw 2007 . W sumie przebieglem sie przez wieksza czesc Banskiej, ze szczegolnym uwzglednieniem miejsc, ktorych jeszcze nie widzielismy. O, a tutaj jest cala moja trasa na mapie
Niesamowite jak duzo rzeczy mozna zobaczyc po prostu sobie biegajac, bez jakiejs konkretnej trasy i celu. No ale juz pomijajac to, ze widzialem nastepne ladne kamieniczki i koscioly, korty i baseny, to znalazlem tez... snieg!
ot sobie lezal w takim miejscu, ze caly czas byl w cieniu. Ot, taka kupka juz troche zczernialego, starego, ale zawsze sniegu.
Widzialem tez plywajace myszy. Nie, nie byly biale...ot po prostu plywaly sobie przez Hron, taka tutejsza rzeke przechodzaca przez srodek miasta.
Coz jeszcze? No i przebieglem sie przez targii turzstzczne, ktore wlasnie sie tutaj odbywaja. Jak wiadomo w okolicy pelno jest terenow zdatnych do szusowania na nartach...No i jak nam powiedzial koordynator na naszym wydziale, lepiej zebysmy sie zaopatrzyli w porzadne, ciezkie kurtki, bo bedziemy miec tutaj niedlugo cos na ksztalt syberii...
...a Turczynki juz dygoca z zimna :P
Wczoraj w akademiku mielismy pierwsze takie prawdziwe miedzynarodowe spotkanie...i bylo rzeczywiscie miedzynarodowe, bo w sumie naliczylem reprezentantow Polski, Niemiec, Czech, Slowenii, Bulgarii, Rumunii, Turcji, nawet byl jakis doktor z Chile :P
To mnie troche ozywilo, bo ile mozna gadac ciagle z Polakami...a tak z Turkami rozmawialismy o ich _moze_kiedys_niedoczekanie_ akcesjii do UE, z Bulgarami o rakji i innych tradycyjnych napojach wyskokowych...no ale jak sie pozniej okazalo, to rakjia pochodzi z Turcji wlasnie. Zreszta tak samo jak greckie ouzo. A co ciekawe, tutejszy absynt smakuje identycznie jak ouzo, tyle, ze jest kolorowe.
Z Niemcami rozmawialismy o Kaczynskich i wyborach w Polsce...ze Slowenem...hmm...z obywatelem Slowenii to o Euro, bo u nich juz jest. Zreszta skubaniec zna polski, bo kiedys mial dzewczyne w Warszawie :P
A wszystko to obgadywalismy przy sangrii, czyli czyms na ksztalt ponczu, ktorej przepis przechwycilismy od Hiszpanow jeszcze z Koszyc. Wszyscy sie zachwycali tym i tylko Turkom slinka ciekla, no bo u nich teraz jest Ramadan, wiec nie moga. No ale byl tez jeden bardziej kosmopolityczny, swoja droga, z Antalyi, ktory sie odwazyl sprobowac.
No dzieje sie dzieje, wszystko sie zaczyna rozkrecac powoli. Inne nacje powoli wychodza ze swoich pokoi, bo dotychczas to tylko Polacy tam brylowali.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 komentarz:
no proszę proszę:) Ty się tam świetnie bawisz a rodzinka tęskni za Tobą:)
Ja rozumiem- ten "różnorodny folklor" jaki tam wprowadzacie i pewnie będziecie jeszcze przez długi czas uprawiać :) ale nie tęskni Ci się za swoim małym miasteczkiem które może nie ma tak dużo do zaoferowania ale jest niezaprzeczalnie piękne??? :)
swoją drogą w pływające myszy mogę uwierzyć bo sama takie widziałam w mieście które leży nad smródką, o przepraszam - nad łydynią (ciechamowo :D )
śnieg też zobaczysz o ile go sobie wyobrazisz a najpiękniejsze trasy to ty masz tuż za dawną "jedynką" - a one mają pamiętną nazwę bardzo konkretną, którą natychmiast powinieneś skojarzyć :) "gustując gin na gołe gardło"
a więc wróć wspomnieniem do pułtuska czasem:)
i do przyjaciół - starych ale nadal żyjących:)
pozdrawiam:) i niech Ci się tam wiedzie!:)
Prześlij komentarz