No to wreszcie dorwalismy sie do netu!
Byly z tym do tej pory problemy, bo albo bylo swieto narodowe, albo wycieczka (o tym nizej), albo zwiedzanie miasta, albo sobota…
No ale wreszcie mamy czas cos naskrobac.
Od czego by tu zaczac?
Dunajec
W czwartek bylismy nad Dunajcem - splywalismy sobie tratwa - dla mnie to juz zbyt duza atrakcja nie byla, ale na reszcie jakies wrazenie zrobilo - szczegolnie ze plynelismy ze slowackimi “goralami” :) No i udalo nam sie byc przez pare minut w Polsce, jako ze postawiono nad rzeka most…i nawet zadncyh dokumentow nie sprawdzaja:) No visa, no passport - szok dla Niemcow:)
Czerwony Klasztor
Blisko dunajca, po slowackiej stronie, jest miejscowosc Czerwony Klasztor, w ktorej, o dziwo, znajduje sie…klasztor. A do tego czerwony:) Kiedys to musialo byc piekne miejsce, a teraz zostaly juz praktycznie tylko ruiny i muzeum na czesc kamedulow (przesiedlono ich teraz w okolice Krakowa). Tak, to ten zakon w ktorym jest scisla regula nic-nie-mowienia.
Teraz, w murach klasztoru, ktos sobie kort tenisowy zrobil.
Kosice sightseeing
Pare dni pozniej wreszcie porzadnie zwiedzilismy Kosice - miasto kryje w sobie wiele ciekawych historii, ktorych nie widac na pierwszy rzut oka…Koszyce zwiedzalismy niejako na dwa sposoby- na poczatku na wlasna reke- i, co ciekawe, slowacy jak uslyszeli ze jestesmy z Polski reagowali bardzo pozytywnie…nawet w katedrze “odzwierny” pokazala nam ornat i inne instrumenta potrzebne do mszy z logiem papieskim jakie zostawil tam JP2. A potem zamknieta juz dla zwiedzania kaplice z kopia ostatniej wieczerzy Leonardo daVinci.
A poza tym - mam festiwal FEMAN, czyli zjazd zespol etniczno-ludowych - takze z Polski, chyba z Rawicza, ale stroje kurpiowskie:)
W sumie nie ma dnia zebysmy gdzie nie wychodzili i integrowali sie w naszej 10 osobowej grupce.
Plany, plany
W naszych planach mamy jeszcze pare tutejszych i okolicznych atrakcji - chcemy sie wybrac do ponoc najwiekszego w Europie Srodkowej zoo (ale ja nie wiem w sumie, bo wszedzie mowia, ze ich zoo jest najwieksze, a juz szczegolnie w Breslau :))), ponoc viel’ky a pekny basen takze mamy na oku.
W weekend prawdopodobnie wybierzemy sie grupa do Budapesztu - od nas to zaledwie 200km.
Siesta
A nasza grupa tez miedzy soba sie integruje - kazdy podlapuje troche obcych jezykow i wymeiniamy sie smiesznymi odpowiednikami tak samo brzmiacych wyrazow. Np. ano, czyli slowackie “tak” to fonetycznie bardzo bliskie do hiszpanskiego slowa oznaczajacego miejsce ponizej pasa:)
Tez pare takich rodzynkow wychwycilismy, ale w sumie nie jest to dla nas az tak bardzo smeiszny jezyk jak sobei mozna wyobrazac - no chyba ze sie przyzwyczailismy juz?
W kazdym razie furore robi slowo siesta - czyli cos na ksztalt hiszpanskiego nic nierobienia (a po slowacku liczebnik porzadkowy od szesciu). Staramy sie do tego stosowac, ale niestety mamy malo czasu - od 8 do 20 praktycznie mamy cos do robienia.
Oczywiscie przede wszystkim zajmujemy sie nauka slowackiego ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz